Pamiętam bardzo dobrze tamte upojne chwile dwa, trzy lata temu, kiedy byłem pełny zapału do pracy i dziecięcej wręcz ufności w sprawiedliwość świata. Wszystko wydawało się być bardzo proste: ja wykonuję stronę, uśmiechnięty szef firmy wręcza mi pieniądze i klepie poufale po ramieniu, wspominając coś o tym, że poleci mnie swoim znajomym z innych firm...
o autorach
Kordian Piotr Klecha Programista PHP z kilkuletnim doświadczeniem, stały współpracownik czasopisma Software2.0, związany również z pismem PHPSolutions. Obecnie pracuje nad kilkoma dużymi projektami o charakterze wortalowym.
Łącznie napisał dla nas 1 artykułów.zobacz również
Rzeczywistość, jak zwykle w takich wypadkach, okazała się być twarda i brutalna. Teraz, mądrzejszy o kilka sytuacji z życia wziętych, postanowiłem podzielić się zdobytym doświadczeniem z Czytelnikami - być może któryś z Was uniknie dzięki temu przykrego rozczarowania.
Załóżmy więc sytuację hipotetyczną: Janek Kowalski jest webmasterem i dzięki znajomościom cioci, przeglądaniu ogłoszeń w gazetach oraz własnej obrotności ma już kilka adresów firm, które są zainteresowane wykonaniem przez niego strony WWW. Od czego powinien zacząć Janek?
W tym miejscu złośliwość każe mi mruknąć pod nosem - "od nauki html'a", bo w dziewięciu przypadkach na dziesięć taki Janek o tworzeniu stron nie ma zielonego pojęcia - ale trzymając język na wodzy należy odpowiedzieć - od spisania specyfikacji. Nie, nie umowy - umowa będzie dopiero później - tymczasem trzeba, koniecznie i nieodwołalnie, przygotować jak najściślejszą, drobiazgową wręcz specyfikację. Jeżeli ktoś zastanawia się, dlaczego kładę na ten punkt taki nacisk - proszę, przykład życiowy:
Dwóch webmasterów zatrudniło się na umowę-zlecenie jako podwykonawcy serwisu WWW. Otrzymali wskazówki w postaci wydruku dotychczasowej strony firmy z naniesionymi flamastrem strzałkami i nieczytelnymi notatkami. Cały proces wytwórczy trwał dziewięć miesięcy, w tym czasie powstało sześć kolejnych wersji serwisu, z których każda była konsultowana przez wykonawcę z odbiorcą - a następnie omawiana z podwykonawcami (dodam, że szef firmy będącej bezpośrednim wykonawcą był mało komunikatywny i porozumiewał się ze światem dyszkantem o głośności brzęczenia komara).
Po wprowadzeniu ostatecznych poprawek podwykonawcy razem z wykonawcą pojechali do siedziby zamawiającego w celu przedstawienia mu efektów pracy do odbioru - i nagle okazało się, że zamawiający posiada pełną, ścisłą i spójną koncepcję wyglądu strony, zupełnie różną od istniejącej. Niestety, wykonawca - pośrednik przez wszystkie te miesiące nie był w stanie przekazać tej wizji podwykonawcom.
Wina podwykonawców polegała na tym, że podpisali umowę zobowiązującą ich do wykonania strony dla określonej firmy wg niesprecyzowanego bliżej zamówienia tej firmy - w związku z czym okres wprowadzania poprawek mógł być praktycznie nieskończony (nie wiem tylko, jak to wygląda z prawnego punktu widzenia - zarówno umowa o dzieło, jak i umowa-zlecenie mają określony termin realizacji, najprawdopodobniej więc dochodziłoby do podpisywania kolejnych umów co pewien okres czasu).
Jak więc powinna wyglądać prawidłowa specyfikacja? Najlepiej, żeby definiowała wszystko, co tylko zdefiniować można. Wygląd graficzny serwisu (każdej podstrony z osobna), wszelkiego rodzaju szczegóły takie, jak np. ilość pól w bazach danych, wymagania stawiane modułowi administracyjnemu itp. Dzięki temu po jednorazowym zatwierdzeniu każda następna poprawka wynikająca nie z naszej winy, tylko ze zmiany poglądów zamawiającego będzie się wiązała z poniesieniem przez niego pewnych kosztów - a z tego z kolei wynika natychmiast, że będzie dokładnie przemyślana i rzeczywiście potrzebna. Jak bardzo jest to ważne wie każdy, kto chociaż raz spędził kilka godzin wykonując polecenia w rodzaju "a ten napis niech będzie niebieski, a nie czerwony... chociaż nie, czerwony był lepszy... nie, jednak nie, chyba żółty... albo zostawmy może na razie ten napis... o, a tę linię poziomą to ja bym dał trochę krótszą...".
Teraz pozostaje drugi niezbędny element bezpieczeństwa pracowniczego naszego bohatera, Janka Kowalskiego: umowa. Umowę należy podpisać koniecznie, w każdym wypadku i bezdyskusyjnie. Im wcześniej to zrobimy tym lepiej. Tutaj mała uwaga: jeżeli zamawiający zacznie wspominać coś o gentlemen's agreement - od razu należy go skreślić z grona potencjalnych pracodawców. Być może zabrzmi to nieco patetycznie - ale nieuczciwość polegająca na miganiu się od płacenia podatków to poważny sygnał ostrzegawczy. Poza tym - "nie ma papiera, nie ma człowieka" - jak mawiają w Rosji, co w naszej (a właściwie Janka Kowalskiego) sytuacji należy rozumieć całkowity brak jakiegokolwiek zabezpieczenia i pełne uzależnienie od widzimisię zamawiającego. Kolejny przykład z życia wzięty:
Webmaster znalazł w gazecie ogłoszenie o agencji modelek poszukującej wykonawcy serwisu WWW. W trakcie rozmowy szef agencji dał mu wyraźnie do zrozumienia, że umowy nie będzie podpisywał, bo to "obniżyłoby twoje wynagrodzenie". Jako, że wynagrodzenie i tak było niskie, webmaster zrezygnował z umowy i w ciągu tygodnia przygotował cały design strony i kompletny engine katalogu modelek. Szef agencji pomarudził jeszcze nieco przy odbiorze strony, ni z tego ni z owego zażyczył sobie dorobienia na stronie głównej linków do dwóch innych firm i przygotowania ich jednostronicowych prezentacji WWW, umawiając się jednocześnie z webmasterem na wypłatę za dwa dni. Po tychże dwóch dniach żona zamawiającego oświadczyła, że ze względu na kłopoty finansowe firma rezygnuje ze strony (jak gdyby zdejmowało to odpowiedzialność finansową za wykonaną pracę). Strona, ze zmienioną nieco grafiką (na gorsze, dodam jeszcze), dokończona przez kogoś, funkcjonuje w sieci do tej pory.
Przyznam uczciwie, że nie pamiętam w tej chwili, jakie są podstawowe różnice pomiędzy umową o dzieło a umową-zleceniem - na pewno w grę wchodzi termin wykonania pracy.
Najważniejsze jest jednak, aby podpisywana przez nas (rezygnując z Janka Kowalskiego) umowa nie była standardowym szablonem Worda - bo ten, jak każdy standardowy szablon, posiada ewidentne luki w konkretnej sytuacji - najlepiej więc na jego podstawie napisać własny tekst. Dosyć trudne może być nakłonienie pracodawcy do podpisania przyniesionej przez nas umowy - będzie się on bowiem obawiać, czy nie ukryliśmy jakichś kruczków - dlatego też starajmy się formułować każdy punkt jasno, precyzyjnie i dokładnie tłumaczyć jego konsekwencje.
Dla przykładu - kilka punktów z umowy opracowanej przez mojego przyjaciela, Marcina Fiszera:
2. Zamawiający zobowiązuje się do wynagrodzenia Wykonawcy kwotą ...................... zł brutto. Zamawiający zobowiązuje się również do wypłacenia całej kwoty wynagrodzenia najpóźniej w terminie 7 dni od chwili odbioru dzieła wykonanego przez Wykonawcę.
3. Wykonawca ma prawo do podzielenia pracy nad dziełem na dowolną liczbę etapów. Zobowiązuje się do sporządzenia oddzielnej specyfikacji dla każdego etapu oraz do określenia kwoty wynagrodzenia za każdy etap pracy. Suma kosztów brutto wykonania wszystkich etapów nie może przewyższyć całkowitej kwoty brutto wynagrodzenia Wykonawcy określonej w punkcie 2.
4. Wykonawca ma prawo do pobrania bezzwrotnej zaliczki za każdy etap pracy nad dziełem w wysokości 30% wynagrodzenia brutto za dany etap. Zamawiający zobowiązuje się wypłacić kwotę zaliczki najpóźniej w terminie 2 dni od chwili pisemnego zatwierdzenia specyfikacji danego etapu.
5. Zamawiający zobowiązuje się do wypłacenia Wykonawcy całkowitej kwoty wynagrodzenia przewidzianej za dany etap pracy nad dziełem w terminie najpóźniej 7 dni od chwili odbioru fragmentu dzieła będącego wynikiem tego etapu pracy.
6. Za odbiór dzieła (fragmentu dzieła) według niniejszej umowy uważa się pisemne stwierdzenie zgodności wykonanego dzieła (fragmentu dzieła) z jego specyfikacją sporządzoną przez Wykonawcę a zatwierdzoną uprzednio pisemnie przez Zamawiającego.
7. Za specyfikację według niniejszej umowy uważa się określenie wyglądu, funkcjonalności i budowy dzieła lub jego fragmentu. Specyfikacja od chwili pisemnego zatwierdzenia jej przez Zamawiającego pozostaje niezmienna.
8. Jakiekolwiek zmiany w zatwierdzonej pisemnie przez Zamawiającego specyfikacji mogą być wprowadzone jedynie za pisemną zgodą obu stron. Jeśli takowej zmiany zażyczył Zamawiający, Wykonawca ma prawo do zatrzymania zaliczki otrzymanej na mocy punktu 4 oraz nie traktowania kwoty tej zaliczki jako części należnego wynagrodzenia, którego kwotę określa punkt 2. Jednocześnie niezależnie od tego, która ze stron żąda zmian, Wykonawca ma prawo do określenie nowej kwoty wynagrodzenia za wykonanie fragmentu dzieła, którego specyfikacja ulega zmianie.
9. Umowa może być rozwiązana przez każdą ze stron przez jednostronne wypowiedzenie na koniec miesiąca z zachowaniem terminu miesięcznego. W przypadku rozwiązania niniejszej umowy Wykonawca ma prawo do zatrzymania kwot wszelkich otrzymanych zaliczek oraz do zatrzymania kwot wynagrodzeń za poszczególne fragmenty dzieła otrzymanych do dnia wygaśnięcia umowy.
Skonstruowana w ten sposób umowa daje nam komfort pracy - każdy kolejny etap zostanie z pewnością opłacony co najmniej trzydziestoma procentami jego wartości, przez co zamawiający zastanowi się kilkukrotnie zanim spróbuje zerwać z nami umowę.
Na koniec jeszcze kilka istotnych uwag:
Po pierwsze - nie bójmy się zniechęcenia zamawiającego naszymi wymaganiami - podstawową zasadą biznesu powinien być wzajemny szacunek obu partnerów, a nikt nie będzie szanował nas, jeżeli nie będziemy szanować się sami.
Po drugie - jeżeli nawet z powodu nieustępliwości stracimy zlecenie na wykonanie strony, powiedzmy, warzywniaka osiedlowego - to przynajmniej mamy pewność, że nie stracimy pracy włożonej w wykonanie wartego 8000 PLN serwisu dla dilera samochodowego.
Po trzecie - i chyba najważniejsze - nie próbujmy wykorzystywać zabezpieczeń do wciskania zamawiającemu fuszerki i domagania się od niego zapłaty, powołując się na specjalnie nieścisłą specyfikację. To się naprawdę nie opłaca - a jeżeli nasz, nieco zapomniany przez ostatnich kilka akapitów, Janek Kowalski nie potrafi wykonać porządnej, profesjonalnej strony - niech lepiej zajmie się czymś innym. Ot, choćby kowalstwem, zbieractwem grzybów i odpadów przemysłowych czy wykonywaniem świątków. Jest tyle pięknych zawodów - nie każdy musi być przecież webmasterem...